Chcę zacząć tego bloga od mojej absolutnie ukochanej książki. "Mistrz i Małgorzata".
Pierwszy raz sięgnęłam po nią kiedy miałam 14-15 lat. Już wtedy mnie zaczarowała, ale jej głębszy sens dotarł do mnie dopiero po kilku latach, po bardziej świadomej lekturze. Akcja powieści toczy się na kilku równoległych płaszczyznach czasowych-w Moskwie w latach 30-tych XX wieku i w Jerozolimie w czasach Chrystusa. Obejmuje kilka wątków-wizytę Wolanda i jego świty w Moskwie, historię miłości między Mistrzem i Małgorzatą oraz proces i kaźń Jeszuy. Jakakolwiek próba streszczenia tego dzieła byłaby niewystarczająca i niedoskonała, nie to jest zresztą celem tego bloga-pozwólcie zatem, że podzielę się z Wami "moim"odczuwaniem tej książki.
Bułhakow w mistrzowski sposób rysuje Moskwę lat 30-tych-ateistyczną, biurokratyczną, zblazowaną. Wrzuca nas w świat mieszkań dzielonych przez kilka rodzin, w ciasnotę, w kuchnię w której stoi kilka kocherów, w łazienki z prześcieradłem zamiast kurtynki. Zwykłym mieszkańcom brakuje intymności, poczucia własności, a wszystko to potęgowane jest przez świadomość istnienia małych, zamkniętych grupek, które wszystko to mają w nadmiarze. I tak wkraczamy w świat Massolitu raczącego się przy dźwiękach jazz bandu sandaczem au naturelle, wypoczywającego na rocznych delegacjach twórczych przysługujących przy tworzeniu powieści lub trylogii, zaopatrującego się w sklepach dla uprzywilejowanych. Do tej Moskwy przybywa Woland. I w tym mieście, na Patriarszych Prudach, dowiaduje się, że... nie istnieje. Ludzie widziami oczami Szatana przypominają mrówki w mrowisku, w które ktoś wsadził kij-biegają wokoło bez planu i ładu. Mistrzowskie posunięcia Korowiowa i Behemota burzą ustalony porządek, obnażając ludzkie słabości i małości. Wydaje się, że w tym zepsutym do szpiku mieście nie ma już nic dobrego... Ale jest taka siła, przed którą respekt czuje nawet Szatan. W luksusowym mieszkaniu w zaułku Arbatu samotna kobieta tęskni za swoją wielką miłością, jej ukochany zniknął bez śladu, złamany i stłamszony niesprawiedliwością jaka go spotkała. Zakochana, zrozpaczona Małgorzata gotowa jest zaprzedać Diabłu duszę, byle tylko jeszcze raz spotkać swojego Mistrza. Idzie więc na bal u Szatana, smutna i pusta w środku z rozpaczy, ale wciąż jeszcze zdolna do współczucia... Królowa Margot zostaje nagrodzona za swoją wierność, Mistrz przekonuje się, że rękopisy nie płoną, a Poncjusz Piłat otrzymuje rozgrzeszenie... Ta historia jest tak uniwersalna, tak ponadczasowa, że można by ją przenieść w każde czasy, w każde miejsce. Ukazuje, jak kruchy jest porządek świata, jak niewiele potrzeba, żeby runął jak domek z kart-wystarczy jeden ruch na czarciej szachownicy. Moja najważniejsza refleksja z tej lektury jest następująca-nieważne gdzie żyjesz, w jakim miejscu i czasie-nie ma usprawiedliwienia dla konformizmu, obniżania standardów i krętactwa. Są rzeczy, dla których warto nawet umrzeć. I co najważniejsze-nigdy nie wiadomo, skąd nadejdzie pomoc-kiedy opuszczą cię już wszyscy ludzie, rękę do Ciebie może wyciągnąć sam Diabeł.
